Konkurs zakończony
Największą liczbę głosów uzyskała historia „URATOWANY” autorstwa Pani Anny z Warszawy. Gratulujemy.
Przeczytaj najzabawniejsze historie
  • nastawianie kregoslupa na stoku po wspanialym dniu na stoku(niebieskie niebo, bialy snieg, super trasa), utknelismy na parkingu. slisko, kola sie kreca w miejscu, nie mozna wyjechac. -,, marek , wyskocz i pchaj!" wyjechalem ale marek zostal. wyskoczyl mu krag. nie moze zlapac oddechu. ok, ja jako brat fizjoterapeuta, szybka diagnoza i mowie:,, kladz sie stary na sniegu". marek wyboru nie mial, bo bol miedzy lopatkami coraz silniejszy, polozyl sie biedak, ja na niego i chrup! aua!!starszy pan kijem narciarskim mi po plecach!;;" Lobuzy pija na stoku pozniej nie wiedza co ze swoja energia maja zrobic!"
  • Tata i wypad w gory ;) wyjazd w góry... tata kozak,nie umiejąc jeździć wjezdza na najwyższy szczyt, na czarny szlak z myślą ,że jak będzie musiał to się szybciej nauczy bo do domu nie wróci...mama spokojnie wzięła instruktora i się uczy na dole nagle instruktor zaczyna krzyczeć proszę zobaczyć tak nie jezdzimy!! jakiś dureń!! leci na głowę na szyje a narty zgubione ...mama z uśmiechem na twarzy 'dziękuje to mój mąż" :)
  • Zwierzak Ludzie zjeżdżali jak zawsze świetnie się przy tym bawiąc aż do momentu przyjścia dwóch maniaków śniegu. Narciarz a obok niego na swoich czterech łapach dumnie stał snowboardzista. Mały zabawny piesek ubrany niemal jak człowiek, z goglami na głowie, pyszczek miał uroczy a w tym ubraniu wyglądał tak pociesznie że nie mógł przejść niezauważony. Pies nie mógł się doczekać zjazdu. Ludzie obawiali się o jego bezpieczeństwo, zanim właściciel zdołał im wytłumaczyć… ktoś krzyknął: pies jedzie! Mały przyjaciel sunął tak że nie jeden mógłby się od niego uczyć, niestety nie nauczył się hamować i zatrzymał się w zaspie. Po chwili z zaspy wyłonił się mały uśmiechnięty łepek pieska. Wyszedł z zaspy i ciągnął dechę pod górę żeby pojechać raz jeszcze. Wszyscy podziwiali umiejętności wesołego czworonoga.
  • z górki i pod górkę Ostatniego dnia naszego zimowego wyjazdu, góry pokryła gęsta mgła. Nie chcieliśmy tracić tych ostatnich zjazdów, więc mimo pogody zdycydowaliśmy się wjechać na górę. Na szczytach mgła była już tak gęsta, ze ledwie można było dostrzec własną dłoń. Musieliśmy jednak jakoś zjechać na dół. W pewnym momencie nie zauważyłam, że nartostrada gwałtownie zakręca i wjechałam wprost pod niewielkie wzniesienie. O tym, że jadę pod górę zorientowałam się dopiero gdy wytraciłam całą prędkość i powoli przewróciłam się na plecy. Reszta uczestników eskapady, znalazła mnie właśnie w tej pozycji, leżącą na plecach, prawie na szczycie niewielkiej górki.
  • Wyciąg Rok 1993 -Zieleniec .Ja z grupą przyjaciół stawialiśmy pierwsze kroki na nartach-za małe buty z wypożyczalni,za długie narty bez ski stopów itd.Mimo przeciwności jako tako sobie radziliśmy i największym problemem były ciągłe przerwy w pracy wyciągów-najprostszych tależyków .Podczas kolejnego wciągania się wyciąg tradycyjnie stanął i jeden ze sprytniejszych narciarzy postanowił skorzystać z okazji i wjechać raz za darmo dopinając się do wyciągu w połowie stoku-jakie było zdziwienie kiedy wyciąg ruszył a spryciarz pojechał w dół -przypiął się do tależyka jadącego w drugą stronę.
  • Jak spaliliśmy dziecku buzię.... Alpy. Szkółka narciarska. Okazało się, że nasze dziecko poczuło sie jak ryba w wodzie i już w pierwszy dzień jeździło do upadłego. Ubraliśmy go w strój narciarza, łącznie z kaskiem, okularami i specjalną CZARNĄ czapką pod kask. Po zejściu ze stoku jeszcze nic nadzwyczajnego nie zauważyliśmy. Dopiero ZNACZĄCE spojrzenia innych ludzi kazały na przyjrzeć się bliżej naszemu dziecku.... Okazało się, że jako laicy w tym temacie, zapomnieliśmy o kremie ochronnym na twarz... Nasze dziecko miało na buzi 2 kolory: swój i nabyty czerwony! W kształcie kółka... Mieliśmy wrażenie, że zaraz ktoś zadzwoni na Policję i zgłosi, że jacyś wyrodni rodzice poparzyli dziecku buzię... Jakoś zupełnie nie przyszło nam do głowy, by używać kremów przeciwsłonecznych w zimie ;-)))
  • ..śniegowy odcisk.. ..byłem ze znajomymi na wielkiej raczy..po słowackiej stronie..po kilku zjazdach do dedovki przerzuciliśmy się na laliki..hmmm..wjeżdżając pod górę miałem wrażenie, że wiem co czuje adam małysz siedząc u góry na skoczni..no ale w końcu to czarny szlak..wyjechaliśmy i zaczęły się zjazdy..i o dziwo aż tak du..a nie bolała..po kilku śmigach, gdy już nogi odmawiały posłuszeństwa obiecałem sobie zjazd ostatni..no i przy najeżdzie pod bramkami (miejsce gdzie trzeba pokonać lekkie wzniesienie nabierając prędkości..ja tą prędkość poczułem..krawędziowanie..i..ciach..ciemność..ból..w śniegu odcisk twarzy..gogle w czole
  • kask i dziewczyna Wybierałem, oglądałem nowe narty w sklepie sportowym....nagle do sklepu weszła dziewczyna. Zagadnęła sprzedawcę na temat kasków. Sprzedawca chciał być bardzo pomocny i kompetentny , zaczął rozmowę na temat bezpieczeństwa i zapytał panią o preferencje....co i jak, żeby najlepiej doradzić klientce. I nagle dziewczę się na jego pytanie odzywa....wie pan, mam biaiały kombinezon, kask musi mi do niego pasować. Wymiękłem..... Dziewczyna nawet się nie zająknęła....a nie była blondynką !
  • Historia narciarska z krową milka II Gdy podczas ferii zimowych zjeżdżałam w baner Milki z krową wjechałam jedne narty połamałam, drugie narty połamałam, ale się do jazdy na nartach nie zniechęcam. Oto historia cała Jak nauczyć mnie krówka milka jeździć poprawnie na nartach chciała. Do jazdy na nartach na pewno w tym roku wrócę i jeździć na nartach się wreszcie dobrze nauczę.
  • Kawa, 10 zł i gruby pies. Tego dnia, jak zwykle miałem świetny pomysł. Postanowiłem z ciepłą kawą powolutku zjechać z małej górki. Pożyczyłem bajerancki kombinezon brata (lekko ciasny) i ruszyłem. Jadę, popijam, jadę, popijam...nagle na śniegu widzę 10 zł. Leży, więc się pokuszę. Schylam się, a kombinezon pęka prosto "na tyle". Hmmm, co robić. Siadam więc na nartach, dzwonię do brata, a nagle zjawia się gruby pies. Trąca pyskiem moją kawę i ucieka. Zostałem sam z dziurą na tyle, bez czapki i kawy. A gruby pies długo jeszcze biegł przed siebie.
  • Slalom na Nosalu Wychodząc z lasu do nartostrady na Nosalu dotarłem przed szczytem. Było pusto. Z powodu zakrętu w jej górnej części nie widziałem w ani góry, ani dołu trasy. Zaczynam zjazd. Po chwili minął mnie narciarz, który zjeżdżał między tyczkami. Slalom na Nosalu? Można spróbować. Wchodzę w najbliższą tyczkę a zdenerwowany głos z głośników mówi: "wstrzymać zawodników". I wtedy zobaczyłem wokół ludzi, część z numerami, na dole tłumy i tylko ja jadę w dół. Nieświadomie biorę udział w zawodach! Narciarzem jestem przeciętnym i nie we wszystkie tyczki wszedłem poprawnie ale dojechałem do samego dołu choć od pewnej wysokości jechałem na "krechę" wprost w tłum - chciałem uciec bo było mi wstyd. Tłum rozstąpił się a ja dojechałem do drogi. Narty pod pachę i w nogi...
  • marzenie Mojm marzeniem jest jechacz to koła świata.
  • Poszukiwania pod śniegiem Dolomity,słońce,dużo śniegu.Zjeżdżamy,nasycając się widokami.Nagle: Pomocy!.Wdrapujemy się z synem do Mamy,która zjechała z trasy,wbiła w zaspę i pojechała z nartami głęboko pod śniegiem.Wygrzebuje się,odpina niby pod wodą jedną nartę,kładzie na wysokości piersi :).Druga narta?No problem,musi być tam,gdzie odnaleźliśmy przynależny but.Tonąc w śniegu poszukujemy przez 3 godziny używając jako sond nart i kijków. Ściemnia się.Pomagierzy wymądrzają się, trochę szukają i jadą.Trzeba będzie poczekać do wiosny.Ale jak ściągnąć Mamę na dół? Oj,nie lubi schodzić:)Kłótnie.W perspektywie rozwód.Aż ktoś: Eureka!Może ta narta pojechała dalej pod śniegiem?Rzeczywiście,na przedłużeniu trajektorii Mamusi w 5 minut odnajdujemy nartę.Przejechała z rozpędu ponad 5 metrów pod śniegiem...
  • Biały płotek i zółtodziób! Moja przygoda miała miejsce jakieś 3 lata temu w Szczyrku. Jechałam sobie z dużą szybkością na nartach aż tu nagle słyszę "Uwaga nie umiem jeździć!" Po chwili zobaczyłam jak kobieta w czerwonej czapce pędzi prosto na mnie! Nie miałam gdzie skręcić, aby nie potrącić innych więc się stało! Uderzyła we mnie z taką siłą, że przeleciałam nad białym płotkiem ustawionym koło wypożyczalni nart, w powietrzu odpięły się narty, a ja wylądowałam z głową w wielkiej zaspie. Po chwili zaczęłam ruszać wszystkimi kończynami i kiedy okazało się, że jestem cała, znalazłam narty i poszłam na wyciąg orczykowy. Jak myślicie z kim miałam przyjemność jechać? Tak! Właśnie z tą panią! Niestety moja towarzyszka wywaliła się w połowie wyciągu a ja jakoś uratowałam sobie wyjazd na samą górę.
  • Narciarska "wpadka" Rok 2002,piękna zakopiańska zima i Ja na stoku.Po kilkunastu zjazdach postanowiłem nieco odpocząć racząc się gorącą herbatą.Po małej strawie jak i popitce postanowiłem jeszcze poszusować.Niestety w miejscu gdzie zostawiłem moje "deski"była blada pustka w płocie,a okok stały inne.Ukradli pomyslałem...Idąc dalej za jakieś kolejne 20 par nart zobaczyłem "swoje" narty,niestety bardziej zniszczone i lekko odrapane.Lustrując wszystkich podchodzących do wyciągu zobaczyłem kobiete,która miała pod stópkami jak sie okazało moje narciuszki.Po krótkiej rozmowie na boku stoku z wypiekami na twarzach i prawdziwym uśmiechem zamieniliśmy się naszymi nartami. Wieczorem spotkaliśmy się na gorącej herbatce z rumem. Cóż powiedzieć więcej.Ta kobieta jest obecnie moją żoną.Wszystkim życzę takich przygód.
  • Italia Był marcowy, mroźny poranek 1998r. Wychodząc na stok B. nie wiedział jeszcze, że tego dnia we włoskim punkcie medycznym zlokalizowanym w malowniczym Bormio padnie pytanie: „Szi or sznołbord?” Ta historia zaczęła się 3 doby wcześniej, kiedy to B. co noc podkręcał siłę wypięcia w swoich markerach M46. Dramatyczne konsekwencje nastąpiły kiedy to mknąc po stoku B. doznał złamania lewej kości piszczelowej. Po 3 godz. w pokoju zabiegowym włoski chirurg zadał pytanie: „Szi or sznołbord”? Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. OPEREJSZYN!!! Usłyszał B, jego twarz zbladła, myśli kłębiły się wokół śrubokręta którym rozregulował swoje wiązania. ot konsekwencje rywalizacji o kobiece względy bo to nie wiązania ale narciarz był za słaby ;) B. wrócił do formy i rozsądnie używa śrubokręta.
  • mój pierwszy raz... Mama wygrała wycieczkę do Zakopanego. Wypożyczalnia nart i na górę. Wyciąg orczykowy, którego nie mogłem na początku złapać. Jak już mi go Pan z obsługi podał, no to jak mną szarpnęło to gleba! Gdy coś ujechałem narty mi się krzyżowały i znowu gleba. Po ok 8min prób, kolejka za mną straszna, więc jak ruszyłem to zebrałem oklaski. W połowie chciałem zobaczyć co widać za mną i znowu narty mi się skrzyżowały i zacząłem zjeżdżać w dół kosząc 2 osoby jadące za mną. Panowie pojechali wyżej a ja nie chcąc ryzykować postanowiłem zjechać z tego miejsca. Ruszyłem. Jechałem. Nabierałem prędkości. Tylko nie potrafiłem skręcać ani hamować! Strach, śmierć i łzy w oczach przez które nic nie widziałem. W ostatnim momencie tylko mignęła mi mama za nim ściąłem kilka osób stojących w kolejce do wyciągu.
  • Oburzony słowacki kucharz Kiedyś podczas naszego pobytu na Słowacji było bardzo kiepskie jedzenie. W pewnym momencie gdy po raz kolejny dostaliśmy na kolację ziemniaczaną z cebulą skomentowaliśmy to i znowu ta zapiekanka. Kucharz to co mówimy zrozumiał i zaczął wymachiwać w naszym kierunku nożem. O co wam chodzi? - zapytał po słowacku. Cebulku jest i do widzenia.
  • Nauka jazdy na nartach Po 3 dniach wywrotek na oślej łączce opiekunowie stwierdzili, że jesteśmy gotowi wjechać na najwyższy szczyt w Szczyrku (Skrzyczne 1257m.n.p.m) i skorzystać z trasy widokowej. Trasa oczywiście nieprzygotowana i oblodzona, kont nachylenia stoku blisko 30 stopni... Każdy normalny człowiek przerzucał narty na ramię i wracał do schroniska... Ale nie my! W końcu na nartach jeździmy już 3 dni! Jakimś cudem zjechałem na dół... Ledwo zdążyłem się odwrócić i zobaczyłem, że jakaś kobieta sunie wprost na mnie z "UWAGAAA!" na ustach. Jak we mnie wpadła to wyleciałem z wiązań i upadłem na plecy, a ona na mnie (w rozkroku). Leżeliśmy tak parę minut bo nie mieliśmy jak się podnieść, a wszyscy dookoła zbyt dobrze się bawili żeby nam pomóc ;)
  • Historia bacowska II Kiedyś podczas mojego pobytu w górach pewnego bacę spotkałam i się go zapytałam bo zauważyłam, że ma rękę w gipsie co się stało na nartach się wywaliłem tak zaaferowany jazdą na nich byłem. Jedyny pożytek z tego jest taki, że to nie ja będę musiał dla ceprów i rodziny codziennie teraz obierać ziemniaki