Konkurs zakończony
Największą liczbę głosów uzyskała historia „URATOWANY” autorstwa Pani Anny z Warszawy. Gratulujemy.
Przeczytaj najzabawniejsze historie
  • Nasze pierwsze "wspólne" narty Moją obecną małżonkę znałem już wtedy od jakiegoś czasu, kiedy coś "zaiskrzyło". W czasie pierwszego spaceru niemal równocześnie zadaliśmy pytanie: "Czy jeździsz na nartach?". W natłoku obowiązków dopiero pod koniec sezonu udało się nam wyrwać na weekend do Szklarskiej. Szybkie śniadanko, sprzęt na ramię i w drogę pod wyciąg. Idąc szybko poślizgnąłem się na oblodzonym chodniku i leżałem jak długi. Niestety, w chwili upadku poczułem znajome chrupnięcie - to odezwała się dawna kontuzja kolana. Nawet nie zdążyłem zapiąć nart! Ja już wiedziałem, że z jazdy będą nici. Tymczasem moja przyszła żona stoi nade mną i mówi żebym się szybciej ruszał! Nie chciała uwierzyć, że tak się kończą nasze pierwsze "wspólne" narty ! Ja przez trzy dni leżałem na łóżku, a ona śmigała na stoku ... :-(((
  • Chwalipięta Wyjechaliśmy w góry na weekend z mężem i jego znajomymi z pracy, wypożyczyliśmy sprzęt i ruszyłam na poszukiwania instruktora ponieważ nigdy wcześniej nie jeździliśmy lecz mój małżonek stanowczo mi zabronił. Zaskoczona popatrzyłam na niego ale pomyślałam że może jego znajomi nas będą uczyć. Po wjechaniu na górę okazało się że mąż aby nie odstawać od grupy w której wszyscy świetnie jeżdżą, opowiedział wszystkim że od dawna uprawia narciarstwo i założył się z kolegą o to który z nich szybciej zjedzie z góry. Z niepokojem patrzyłam jak wystartowali, kolega ostro wystartował, a mój mąż...no cóż tylu upadków i koziołków to dawno nie widziałam. Pokładaliśmy się ze śmiechu. Mąż może by wygrał jeżeli by się założyli o to który z nich zjedzie pierwszy ale na tyłku ;)
  • MOJA HISTORIA NA STOKU ZACZNE OD TEGO ZE NIE UMIEM JEZDZIC NA NARTACH. WYBRALAM SIE ZE ZNAJOMYMI NA NARTY ALE NIE BYL TO UDANY WYPAD. MOJA PROBA ZJAZDU BYLA FATALNA CHCIALAM SIE NAUCZYC ALE NIETSETY SKONCZYLO SIE TO TYM ZE PO DRODZE POTRACILAM DWIE OSOBY A PRZY TYM SAMA WYLADOWALAM NA UBOCZY W KRZAKACH. TAK WIEC WRACALAM DO DOMU TROCHE PODRAPANA. WCZESNIEJ NIE BYLO MI DO SMIECHU ALE TERAZ SAMA SIE SMIEJE Z SIEBIE.
  • Szaleńcza jazda Podczas nauki jazdy na stoku, najczęściej jeździ się na tzw. kreskę. I ja miałem taki przypadek w Bukowinie Tatrzańskiej , popędziłem prosto na dół potrącając po drodze wielu narciarzy, ponieważ nie umiałem jeszcze skręcać. To jeszcze nic na dole czekała na mnie przeszkoda nie do pokonania, płot z desek. Myślę teraz chyba się zabiję, zamknąłem oczy i z impetem uderzyłem w płot. Wszyscy znajomi zamarli, kiedy opadł tuman śniegu okazało się, że narty wbiły się między deski ,a płot zatrzymał się na wiązaniach. Ja byłem cały i narty też. Do tej pory mam dreszczyk na samo wspomnienie.
  • Spaliłem buraka Zabrałem swoją dziewczynę na narty. Myślałem, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Kiedy jednak zjechałem z górki moja dziewczyna zaczęła zataczać się ze śmiechu. Nie wiedziałem co jest grane. Wtedy rozejrzałem się i zobaczyłem leżące na śniegu majtki...moje majtki... Musiały mi wypaść z nogawki.
  • Orczyk Gigant Pierwszy studencki wyjazd na narty; wspólnie z 5 pozostałym studentami początkującymi wybraliśmy się na stok. Nasza wiedza o podstawowym zachowaniu na nartach była znikoma. Pomimo to po wielu pieszych wspinaczkach na stok postanowiliśmy skorzystać z luksusu, jakim był wyciąg orczykowy. Wydawało się, że wszystko jest OK, do momentu gdy nasz przyjaciel, jadący jako pierwszy miał zeskoczyć z tego orczyka na zjazd. Niestety jego niefortunne kroki spowodowały, że zamiast stanąć na szczycie, zaczął turlać się razem z nartami w dół po trasie wyciągu, a tym samym zbijać z orczyków narciarzy jadących za nim. Pokłony dla panów obsługujących wyciąg, że w porę zauważyli sytuację i zatrzymali całą machinę. Tym samym narciarze powrócili na orczyki, a kolega dalej korzystał z pieszych wędrówek
  • Kto bliżej! Historia autentyczna! Cztery lata temu pojechałem na obóz narciarski w celu nauki jazdy na nartach. Nie znałem tam dużo osób, i byłą tam grupka chłopców z którymi się nielubiałem. Podczas pierwszego dnia nauki na stoku podjechał do mnie jeden z chłopców z grupy o której mówiłęm i powiedziałże założy się ze podjedzie bliżej odemnie do sklepiku, który był pod stokiem. Powiedziałem ze możemy się i że ja podjade bliżej. On się zgodził i zaczął zjeżdzać, wychamował przed samą ścianą. Pomyślełem ze nie mam już raczej szans ale chciałem spróbować, ruszyłem w dół. Ściana była coraz bliżej. Pomyślełem że powinienem już zaczać chamować , lecz przypomniałem sobie że nie wiem jak. Uderzyłem w ścianę. Głowa trochę bolała, ale wygrałem zakląd i zdobyłem uznanie wszystkich chłopców!
  • Z akademika do psychiatryka Dawno temu razem z kilkoma innymi studentami postanowiliśmy zorganizować zawody narciarskie. Jak się okazało wyobraźnia studencka nie zna granic bo za "stok" posłużyły nam schody akademika. Na wyjątkową okazję znalazły się stare buty i już nadto zniszczone narty. Zabawa była przednia do momentu kiedy na naszym "stoku" pojawiła się staruszka. Co ona robiła w akademiku tego nie wiem ale wystraszona upadła z wrażenia doznając kontuzji nogi. Gdy wezwane przez nas pogotowie ratunkowe było tuż tuż szybko schowaliśmy się do pokoju. Kiedy staruszka opowiedziała lekarzowi o szusowaniu po schodach ten niewiele się zastanawiał. Zamiast wziąść kobiecinę na ortopedię zabrał ją do szpitala psychiatrycznego.
  • CUDNE TO BYŁY... Piękny wyjazd, piękne widoki, piękny to był czas, bliscy i ci najbliżsi, radość i poczucie spełnienie.. Spędzaliśmy czas w restauracji przy stoku, aby wzmocnić organizmy po wyczerpującym, ale jakże wspaniałym szusowaniu:)każdy z nas zamówił, na co akurat miał ochotę, kelnerzy latali jak w ukropie mnóstwo gości wszystkie stoliki zajęte.Doczekaliśmy momentu,gdy kelnerka podawała nam dania, wszystkim oprócz kolegi, ten na to zdumiony-A, CO DLA MNIE!Kelnerka z uśmiechem podniosła przed nim koszulę...Widok naturalnych niczym nie skrępowanych pięknych piersi całkowicie wynagrodził koledze jej pomyłkę:)nas oczywiście wprowadził w osłupiający zachwyt dla jej"odwagi".Naturalnie skończyło się wiwatami całej sali:)
  • WIO STARY!!! Będąc na nartach w Słowacji zgubiłem swojego starszego brata na stoku. Nagle wśród grupki ludzi zobaczyłem jego kurtkę. Stał niepewnie i szykował się do zjazdu. Postanowiłem zrobić mu kawał. Podszedłem go "cichaczem" od tyłu, klepnąłem w plecy i krzyknąłem "Wio Stary!" Kiedy on wrzasnął ze strachu i ruszył pełną parą dotarło do mnie, że to nie mój brat, tylko jakiś facet w średnim wieku. Zjechałem ze stoku tuż za nim i przeprosiłem go. Strasznie głupio mi było, na szczęście facet miał poczucie humoru. Powiedział, że właściwie powinien mi podziękować, bo to był jego pierwszy zjazd. Strasznie się bał, a ja mu "pomogłem" :)))
  • Wielkie narty. Raz na stoku był mój wujek na nartach szusował chciałam by dał mi raz zjechać, lecz on się buntował. Pomyślałam przechytrzę Go, gdy narty odepnie szybko założę na nogi , ale będzie świetnie! Choć czekałam dosyć długo lecz dopięłam swego me małe nóżki (roz.37) włożyłam do buta (r.45) wielkiego. I jak kot w siedmiomilowych butach wyglądałam co tam wygląd, ważne że ja narty na już nogach miałam. I już próbowałam zjeżdżać z małego pagórka gdy nagle wypadłam z butów i w śnieg dałam nurka. Expresowo się podniosłam a tu wszyscy cha, cha mój wujek tak chichrał mocno aż za brzuch się łapał. Ja też uśmiałam się z siebie nauczkę dostałam nazwali mnie Wielkie narty i ksywa została. Po latach tamci ze stoku kiedy mnie spotkają witają cześć Wielkie narty i się uśmiechają.
  • Paganella na "jabłuszku":)) Nie ma to jak narty! Nigdy nie jezdziłam, uprzedzenie z dzieciństwa. Pojechałam w Alpy, wjechałam wyciągiem na szczyt Paganella i zjechałam na "ulepszonym sprzęcie", czyli na plastikowej podkładce pod tyłkiem, towarzyszył mi mąż. Ubaw nie z tej planety, nakryliśmy się kupą śniegu, instruktorzy narciarstwa krzyczeli do nas "vai a fan culo", myśleliśmy, że to pozdrowienia więc krzyczeliśmy do nich to samo, zastanowiło nas tylko, że wyglądali na jakichs wkurzonych. Potem dowiedzieliśmy się co do nas wrzeszczeli, nie były to pozdrowienia...
  • Narty w drzazgi Ferie 1989. Wybieralismy sie do Szklarskiej Poreby na narty. Tym razem mialo byc inaczej, jechalem tylko z tata. Zapakowalismy rzeczy do poloneza a nartom maialo byc wygodnie w bagazniku na dachu (dziwna rzecz). Bagaznik byl niestety montowany na gumowe przyssawki :) Niestety pod wplywem niskiej temperatury i pedu powietrza uslyszelismy dziwny odglos odklejajacego sie bagaznika, zdazylem sie obejrzec i widzialem jak moje narty wpadaja pod jadaca za nami ciezarowke! Poszly w drzazgi! Tata jednak stanal na waysokosci zadania i tego samego dnia mialem na nogach nowe Polsporty. To byly fantastyczne i meskie ferie owiane do dzis tajemnica. Mamie nic nie mowilismy o bagazniku, narty podobno polamaly sie na stoku;)
  • Zwycięstwo! W roku 1994, podczas olimpiady w Lillehammer, zjeżdżając na nartach obok trasy slalomu, przez nieuwagę wjechałem na jej teren. Ku mojemu zdziwieniu, znalazłem się zaraz za zjeżdżającym Alberto Tombą! Uwieczniła to nawet telewizja. Jechaliśmy tak razem, aż na końcu trasy omijając mistrza objąłem prowadzenie! Wpadając na metę, z radości zacząłem krzyczeć i wymachiwać rękami! Wtedy do pokoju wbiegła wystraszona mama i wyrwała mnie ze snu :) Niezapomniane wrażenia!
  • ..byle metr ku górze.. na początku mej przygody z deską,gdy znudziło mi się nogami przebieranie by wejść wyżej..postanowiłem zaryzykować orczyk..pierwsze 20 metrów pokonałem dość szybko,lecz jak się okazało pozycja leżąca nie jest właściwą..przy drugim podejściu postanowiłem pobić wynik i udało się..zgarniając kupę śniegu,sam będąc jak bałwan odczepiłem się w okolicach metra 40..postanowiłem podpatrzeć fachowców..niestety trafił mi się mały fachura (lat ok 8) który wyjeżdżał metodą "pod pachę"..spróbowałem..mocne wybicie przy szarpnięciu orczyka i bummm..wróciłem do techniki starej..upór i ciężka praca popłaciły..nie ważne,że ludzie zatrzymywali się specjalnie,widząc me starania i okrzykami:uda się!!!niby to zachęcali niby to uśmieszki puszczali..ja wyjazd za wyjazdem biłem rekordy: 150m 280m..i w końcu szczyt
  • Papuga na stoku Będąc na nartach z rodzicami, postanowiłem naśladować pomysłowego tatę, który ni pies, ni wydra, zaczął jechać na jednej nodze. Eksperyment nie potrwał długo. Zaliczyłem glebę a zwożenie z czeskiego szczytu po tamtej stronie gór toboganem dostarczyły niezapomnianych wrażeń.Pamiętam drzewa odwrócone do góry nogami, ponieważ zjeżdżałem głową w dół,cały krajobraz wydawał mi się abstrakcyjny.Ale to pewnie przez to,że papugi nie kraczą zimą :-)
  • ..a śniegu nie było.. Razu pewnego umawiałem się z kolegą na dzień następny, na zjazdy..był to piątek więc wypadało na sobotę..że piątek to był i wieczorem więc umawialiśmy się przy piwie..a, że w czeskim cieszynie się to działo to i piwo dobre było..a, jak dobre to wiadomo: u Huberta..a jak u Huberta to wiadomo, że nie jedno..ale słowa padły i zjazdy sobotnie być miały..tyle, że droga do łóżka mego dość długą się okazała, bo to od jednych znajomych odbity, slalomem na urodziny trafiłem, by tam po kilku ostrych zakrętach na dość znacznym pochyleniu wylądować przy bramkach bloku swego i wyciągiem trafić na swoje piętro..to był ostatni impuls na mojej karcie…obudził mnie telefon,a tam głos:-gdzie jesteś!?czekam już od 2 godzin w pełnym rynsztunku!z nudów ćwicze zjazdy na sucho!...sucho?skąd on to wie?-pomyślałem
  • Narciarz wjechał na plan filmu Jest rok 1962. W Tatrach kręcą film Na Białym Szlaku z Leonem Niemczykiem w roli głównej. Występuje również prawdziwy biały niedźwiedź. Ekipa filmowa właśnie wypuściła białego misia na plan filmowy na Hali Gąsienicowej. Wszystko obserwują spod pobliskiego schroniska Murowaniec tłumy narciarzy. Powyżej planu filmowego stoi strażnik, który kieruje narciarzy nadjeżdżających z Kasprowego Wierchu bokiem, żeby nie wjeżdżali na plan. Wtem jeden narciarz nie daje sobie wytłumaczyć, że na stoku jest biały niedźwiedź i wjeżdża szusem na plan filmowy. Kiedy spostrzega niedźwiedzia i widzi, że to nie przebrany za niedźwiedzia góral z Krupówek, ale najprawdziwszy miś polarny, rzuca się do panicznej ucieczki! Tłum narciarzy pod Murowańcem i filmowcy pękają ze śmiechu:)
  • Niczym Adaś Małysz Ustawiłem się na szczycie ...wiem, że o czymś zapomniałem. Odezwał się we mnie wieczny marzyciel Niczym Adaś sunąć chciałem. Obejrzałem stok dokładnie Był pokryty śnieżnym pyłem. Wszystko było idealnie ...lecz coś chyba przeoczyłem. Ruszyłem szybko jak wiatr, prawdziwa nawałnica Wyprzedziłem kilku gości Już nie Małysz - lecz Kubica I wciąż nabierałem prędkości. Byłem już najszybszy w Alpach ...wtedy sobie przypomniałem: Nie mam pojęcia o jeździe na nartach Obie nogi połamałem...
  • Naciarska super mametyczno trygonometryczna historia. Na nartach zjeżdżałam i ciągle przyjmowane przez funkcje wartości w poszczególnych ćwiartkach układu współrzędnych powtarzałam. Brzmiało to tak: W pierwszej wszystkie są dodatnie. W drugie tylko sinus. W trzeciej tangens i cotangens. A w czwartej cosinus. Oto historia cała jaki jazda na nartach wpływ na naukę matematyki, a konkretnie trygonometrii miała.