Konkurs zakończony
Największą liczbę głosów uzyskała historia „URATOWANY” autorstwa Pani Anny z Warszawy. Gratulujemy.
Przeczytaj najzabawniejsze historie
  • Polsko-ukraińskie pojednanie Po 10 latach odpoczynku od nart, brat wziął mnie na stok w Białce Tatrzańskiej. Oboje byliśmy przekonani, że pamiętam jak się „obsługuje” ten sprzęt. Jak bardzo się myliliśmy, przekonaliśmy się dopiero po całym „międzynarodowym” wydarzeniu. Brat wysłał mnie na „oślą łączkę”, abym potrenowała przed poważniejszym zjazdem. Z wypiętą piersią i dumną miną stanęłam na samym szczycie stoku dla początkujących. Narty same mnie poniosły. Jak lawina zabrałam ze sobą grupę Ukraińców. Na nic nie zdały się krzyki w różnych językach świata. Wszyscy w mało profesjonalnych pozycjach znaleźliśmy się na dole. Byłam pewna, że rozpocznie się wielki polsko-ukraiński spór. Skończyło się na śmiechu i wspólnym kompletowaniu sprzętu.
  • W stylu Bridget Jones Ja,Fischery i stok z zagoglowanymi.Nie zjechałam jak Bridget,stałam w słońca blasku,w zielonym kombinezonie dopasowanym do granic wytrzymałości,łapiąc ostatni oddech.Nagle rozjazd,wrrr i kombinezon puścił w miejscu,w którym trzymać fason powinien.Najmniejsze poruszenie i wrrr,ja nie Chuck,o skłonie czy półobrocie dawno zapomniałam.Stałam i podziwiałam widoki,zaciskając pośladki ile wlezie,czerwona jak burak z wysiłku.Zasapana z opadającymi do kolan goglami starałam się wyglądać naturalnie.Znajomi zaciekawieni pytali czemu nie jadę,ja nic,tylko,że teraz łaknę widoku.W końcowej fazie puściłam wszystko co trzymałam,fason i pośladki,które natychmiast opadły.Gdyby nie przyjaciele,którzy ze łzami w oczach holowali mnie,zasłaniając,stałabym niczym Statua Wolności,wyznaczając kierunek wiatru.
  • Nibydeska Góry, snowboard – czego można chcieć więcej? Noooo może żeby tylko po feriach mieć sprawne obie ręce. Pierwszy zjazd, nie no full profeska, ręce wytrzymały, a nie wytrzymała deska. Myślę - nie wykorzystam tych ferii, zimy, chłodu, patrzę a tu w krzakach zderzak od samochodu. I tak przy dość dużej motywacji i odrobinie chęci całkiem nieźle można było tą „nibydeską” kręcić! Więc przy zniszczonej desce albo przy jej braku, pamiętaj zawsze jeszcze możesz pozjeżdżać na zderzaku!
  • kucharz na stoku w weekend z kolegami wybrałem się na narty na Słowację. Na miejscu postanowiliśmy zrobic ucztę. Wzięliśmy grilla i kiełbase którą mieliśmy tam smażyć. Piecząc kiełbaski nagle ktoś poklepał mnie pa ramieniu. Gdy się obróciłem zobaczyłem pewnego słowaka który w ręku miał 10 euro a za nim kilku jeszcze innych ludzi. Na początku nie wiedziałem o co chodzi gdy nagle człowiek zapytał się czy to McDonalds i poprosił mnie o 5 kiełbas.Gdy wytłumaczyłem im że to nie jest na sprzedaż wszyscy się głęboko rozczarowali. Największy ubaw mieli moi koledzy którzy przysłuchiwali się jak rozmawiałem ze słowakiem. Tak więc można powiedzieć że mało co nie rozkręciłem dobrego interesu.
  • Stok To był jeden z pierwszych razów gdy miałem na nogach narty. Instruktor widząc że sobie coraz lepiej radzę przestał się mną na chwilę interesować. To wystarczyło do "nieszczęścia". Wierząc aż za nadto w swoje możliwości wybrałem najbardziej stromy stok ... I od razu straciłem panowanie nad nartami. Nieźle się turlałem. Od razu zleciało się dużo osób chcą wiedzieć czy nic mi się nie stało. Na szczęście obyło się na siniakach. Tą przygodę zapamiętam to do końca życia. Wtedy było strasznie ale z perspektywy czasu wydaje mi się to zabawne, szczególnie moja wielka wiara w swoje możliwości.
  • Łaciatonarciarska historia Gdy na nartach kilka temu ze zjeżdżałam przypadkowo w baner z krową z mleka łaciatego wjechałam i bardzo się poturbowałam aż narty z kijkami sobie. Oto jest historia cała jaki wpływ na doskonalenie moich umiejętności narciarskich krowa łaciata miała.
  • Zjazd z górki ... Razem z siostrą z pełnym rynsztunku wybrałyśmy się na narty. Ja zagorzała narciarka - Ona początkująca istotka. Wszystko zdarzyło się pamiętnej zimy w Zakopanem-Olcza. Wczłapałysmy się na górkę aby poćwiczyć zjazdy. Będąc już na szczycie zaczęłyśmy dopinać narty. Mi się udało, natomiast siostrzana narta postanowiła zjechać sobie sama ..... ot poprostu na stoku wyminęła mnie i innych narciarzy, przejechała przez pobliską drogę, przez ogrodzenie posiadłości znajdującej się za drogą i zaparkowała wprost pod budą Burka pilnującego swojego terytorium. Zdziwienie siostry stojącej w bezruchu na górze stoku - bezcenne, miny osób na stoku - niezapomniane. Próby wydostania narty i oswojenia Burka - nie do opisania :)
  • NIESPODZIANKA Był piękny zimowy dzień. Wraz z moją paczką wyjechaliśmy na Ferie do Zakopanego. Nie tracąc czasu od razu poszliśmy na stok. Przy pierwszym zjeździe ktoś pociągnął mnie za nogawkę. Jak długa padłam na ziemię. Zaraz zorientowałam się, że moje spodnie są na ziemi. Szybko wstałam i z powrotem je założyłam. Wszyscy wokół mnie pękali ze śmiechu. Ja jak najszybciej zjechałam na dół. Tego dnia już nie poszłam więcej na stok. Do tego dnia nie mogę zapomnieć tej śmiesznej sytuacji.
  • Podróż I klasą Zdarzenie miało miejsce w Austrii kiedy Polska nie należała do strefy Schengen. Pochłonięty przez jazdę na nartach zupełnie zapomniałem o świecie i podręcznym bagażu. Gdy pod koniec dnia stwierdziłem brak mojego plecaka z paszportem, pieniędzmi i aparatem fotograficznym strach zajrzał mi w oczy. Poszukiwania zguby przyniosły totalną klęskę. Pocieszanie przez przyjaciół dało nadzieję:"przez granicę przewieziemy Cię w bagażniku". Ta opcja wydawała mi się nawet korzystniejsza niż rezygnacja z nart i tułanie się po Austrii w celu wyrobienia paszportu tymczasowego. Podróż do kraju była pełna emocji. Zguba jak na zawołanie znalazła się w Polsce. Okazało się, że numer z plecakiem był sprytnie przygotowanym dowcipem przez przyjaciół. Oni mieli zabawę, ja przygodę I klasy.
  • Do trzech razy sztuka.... Moja pierwsza styczność z nartami zaczęła się na Gubałówce. Jedynym problem był wyciąg 1 raz wjechałam bez problemu. Dumna zjechałam i 2 raz podeszłam do wyciągu, ale za późno chwyciłam rurę i upadłam. Poczekałam chwilkę i spróbowałam trzeci raz byłam pewna że mi się uda powtarzając " do trzech razy sztuka". Wjechałam i na środku spadła mi narta jechałam na jednej nodze, ale strasznie się chwiałam. Instruktor kazał mi zjechać na bok,posłuchałam go i poczekałam. Założyłam nartę i pojechaliśmy trasą dla zaawansowanych narciarzy. Śnieg sięgał 50 cm i nie był ubity,jechałam i nagle popędziłam chyba z 40km/h. Zdążyłam tylko krzyknąć chyba zaraz spadnę na pana, on krzyknął SPOKO. Nic mi się nie stało,dziś wyciąg jest dla mnie pestką, a jazda na nartach sprawia mi jeszcze większa przyjemność.
  • Za potrzebą Historia ta wprawdzie nie przydarzyła mi się osobiście,ale byłam naocznym świadkiem jej przebiegu. Bliskiej mi osoba płci żeńskiej zapragnęła pójść za potrzebą i tu pojawił się problem, gdzie? bo jaka wiadomo na stoku trudno o kibelek.Więc bohaterka zdarzenia wjechała w pobliskie choinki, zadowolona z siebie,że taka sprytna i w ogóle...z tego wszystkiego zapomniała stanąć w poprzek górki. Prawa fizyki są niestety nieubłagane i do tego wszystkiego ciężko z kijkami pod pachą podciągnąć majtki:) resztę historii dopowiedzcie sobie sami...dodam tylko,że tego dnia był duży tłok na stoku:)
  • LOt Helikopterem na górami Podczas kilkudniowego wyjadu na narty do Austrii jeden z moich kolegów miał taką przygodę. Był to już ostatni dzień pobytu i jeden z ostatnich zjazdów na nartach. Jechał na krzesełku była piękna pogoda świeciło słońce a nad górami leciał helikopter. Osoba która siedziała obok niego na krzesełku też była już ostatni dzień na nartach i powiedziała patrząc na lecący helikopter. "Fajnie by było przeleciec się helikopterem na górami". Nie mineło 15 minut i człowiek ten miał "lekki" upadek na nartach i helikopterem poleciał do szpitala. Marzenie się spełniło.
  • Historia z lat dzieciństwa (Kubalonka-Istebna) Jakieś 15 lat temu wstecz intensywnie uczyłem się jeździć na nartach, a że sprzęt był - mówiąc delikatnie - nienajlepszy, to i wyniki były czasem i zaskakujące. Wraz z matką pojechaliśmy do Istebnej, bym tam na jednej z polan Kubalonki mógł trenować zjazdy. Jakież było moje zdziwienie, gdy po jednym z szusów, okazało się, że na stoku zgubiłem - dosłownie - fragmenty nart... Tak zakończyła się edukacja w tym temacie. Kupiono mi zaraz "liścia" i zabawa była że hej! :D
  • To nie była ośla łączka Historia wydarzyła się na początku mojej przygody z narciarstwem. Pojechaliśmy do ośrodka, znajomi poszli na stok, ja oczywiście nieco się spóźniłam na zbiórkę. Zostałam więc sama, nie bardzo wiedząc w którym kierunku iść. Poszłam więc za wszystkimi sądząc, że większość narciarzy będzie szła na łatwy stok. Niestety, gdy wjechałam na górę okazało się, że to stok o wysokim poziomie trudności :) Zjeżdżając nie było mi do śmiechu, ale teraz już wiem, że nie zawsze warto podążać za tłumem :)
  • Lany Poniedziałek! Byłem w tem dzień u babci i kuzynów. Od rana lali mnie wszyscy wodą, nie wytrrzymywałem już, Okolo południa kuzynie siedzieli na ławce chciałem na nich wylać wode i przypadkiem wziołem wiadro z ospadkami dla świń zamachnąłem się i wylałem całą zawratość na nich. Uciekłem do domu i smiałem sie długo póki sie nie dowiedzieli że to ja i mosialem uciekac do 1 w nocy póki mnie nie zlapali.
  • POCZĄTKI Z dziewczyną stwierdziliśmy, że czas najwyższy po raz pierwszy w życiu pojechać w góry, żeby pozjeżdżać na nartach. Zadanie z pozoru banalne w dodatku pogląd ten był poparty nasza ambicją. Okazało się, że jest to nie lada wyczyn dla takich laików jak my. Zabrzmi to strasznie ale takie są fakty: dziewczyna na szpilkach (później musiała wracać po inne buty) i w jeansach ja tez jeansy, krótka jesienna kurtka i włoski na gel. Nie wiemy co nami wtedy kierowało ale tak ubrani wybraliśmy się do wypożyczalni nart. Na oślej łączce żadne z nas nie potrafiło zachamować. Obrazek po prosty tragikomiczny.
  • pomyłka pewnego razu podczas pobytu w górach wybraliśmy się z mężem, jeszcze wtedy nażeczonym na stok. w trakcie jednego ze zjazdów wpadłam na genialny pomysł, poczekałam na swojego męża na dole, chciałam zaproponować mu żebyśmy ze stoku przenieśli się z powrotem do pokoju hotelowego i "ciekawie " spędzili czas Kiedy on juz zjechał szybko do niego podbiegłam i ciągnąc go za rękę mówiłam co zaplanowałam. Szkoda, że nie widzieliście miny tego mężczyzny....okazało się,że to nie był mój mąż. tylko facet w takim samym kombinezonie jak on. Zażenowan ie straszne...ale terasz śmiejemy się z tego, gdy to wspominam:)
  • Nieszczęścia chodzą parami Wyjeżdżając z mojego miasta zatrzymał mnie do kontroli patrol policji, za brak świateł i zapiętych pasów łącznie mandat 200 zł. Przy schronisku na Hali Miziowej zostawiliśmy narty i poszliśmy zjeść obiad. Jakież było nasze zdziwienie kiedy po wyjściu ze schroniska naszych nart nie było, dostaliśmy doła....... Ale my się nie poddajemy, szkoda zepsuć tych dwu wolnych od pracy dni. Wzięliśmy z wypożyczalni narty i do późnej niedzieli trochę z tęsknotą za naszymi nartami szaleliśmy na stoku Pilska. Ostatni zjazd przechylił czarę goryczy, zawiozłem żonę ze złamaną ręką do domu, upadek jakich wiele na stoku. Ostatnio jeździmy na łyżwy w naszym miasteczku, bez ryzyka...... policji, kradzieży,i złamań / nie to muszę wypluć oby nie zapeszyć/
  • Miękkie lądowanie Mając lat osiem, wyjechałam w polskie góry w celu nauki jazdy na nartach. Pewnego zimnego wieczoru szkoliłam się, kiedy nagle, zamyślona, zaczęłam jechać na tzw. "krechę". Był to bardzo wysoki stok, a ja wpadłam w panikę i nie mogłam się zatrzymać! Po drodze pogubiłam kijki narciarskie. W uszach szumiał mi wiatr, a zielona siatka na dole stoku była coraz bliżej. Płynęłam po śniegu z zawrotną prędkością i czarnymi myślami. Ku swojemu zdziwieniu, kilka sekund później z wielką siłą wpadłam na puszystego pana, czekającego w kolejce do ponownego zjazdu. Ku memu jeszcze większemu zdziwieniu, nieznajomy nie wzburzył się wcale, wręcz przeciwnie - uśmiechnął się i wyznał, że miał podobną przygodę w młodości...
  • Uroki narciarstwa Śniegu full napadało, nart się zachciało. Czy pojechać w góry podziwiać uroki natury? Już za dwa dni śmigałem, nowe szczyty zdobywałem. Szlaki dobrze znałem, niespodzianki się nie spodziewałem. Bardzo się zdziwiłem, gdy nagle zabłądziłem. Niedźwiedzia tam spotkałem, ze strachu prawie się posikałem. Kung-fu mu zaprezentowałem i do lasu go odesłałem. Na szlak z powrotem wróciłem i świetnie się dalej bawiłem.